blog

Zminimalizowałem sobie klucze

kluczeStaram się być praktycznym i użytecznym, łączy się to przynajmniej w mojej głowie z minimalizmem. W moim przekonaniu odrzucenie zbędnego balastu przedmiotów tworzy miejsce na nowe umiejętności. Dzięki temu podejściu nauczyłem się (słabo ale nauczyłem!) szyć na maszynie, próbowałem różnych najdziwniejszych rzeczy i eksperymentowałem. Teraz umiem skrócić sobie spodnie, zrobić od podstaw brzydki plecak i chociażby owijki do roweru ze starej dętki. Tym razem moje eksperymenty dotyczyły kluczy z powodów praktycznych. Strasznie nie lubię mieć wypchanych kieszeni, dlatego jakiś czas temu zwykły portfel zamieniłem na skórzaną saszetkę (też własnej roboty) a dawno temu eksperymentowałem jeszcze z trzymaniem pieniędzy i dowodu paczce po papierosach. O telefonach kiedyś może napiszę dłuższy tekst a jedyne co jeszcze w kieszeniach noszę to klucze. Rzecz mniejsza od płaskiego telefonu ale bardziej rosochata. Klucze potrafią w kieszeni się wichrować, wydawać śmieszne odgłosy, wbijać się w nogę i mimo tego że są malutkie to wszystkie pięć sztuk na kółku wypycha spodnie tak, że wygląda to mało elegancko. A przynajmniej ja tego nie lubię. A jak czegoś nie lubię i mam piłę do metalu to piłuję.

Pomysł nie jest nowy, widziałem różne warianty w internecie i podchodziłem do nich zwykle sceptycznie. Przecież nie będzie to ani wygodne, na pewno się złamie i wydawało mi się to już grubą przesadą. Dla takich świrów, którzy zrobią wszystko żeby mieć o czym pisać na blogu. I pewnie dalej bym tkwił w nic nie robieniu z pękiem kluczy gdyby nie fakt, że w końcu znalazłem w internecie relację jednego z użytkowników takich upiłowanych kikutów.  Podobno nie pękają i nawet wygodniej się z nich korzysta. Ponieważ mam komplet narzędzi i mogłem bez strachu zrobić taki eksperyment to postanowiłem spróbować. Cała operacja trwała około godziny, użyłem piłki do metalu którą podczas cięcia kluczy smarowałem co chwila wacikiem z olejem kuchennym. Wacik zbierał opiłki i dał ostrzu lepszy poślizg dlatego jeśli będziecie chcieli powtórzyć ten wyczyn to nie zapominajcie o tym. Dziurka którą wywierciłem w mini-główce kluczyka ma średnicę 4 milimetrów. Wydawało mi się na początku to zbyt dużym otworem ale teraz wiem że jest idealnie. Na koniec przez dziurkę przeprowadziłem śrubkę z nakrętką którą zalałem cyjanopanem (popularną kropelką).

Efekty? Klucze straciły na objętości co widać na zdjęciu a duży brelok zawędrował do szuflady. Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom z kluczy korzysta się wygodniej co czuć zwłaszcza przy starym wiekowym zapięciu rowerowym. Wysunięty klucz o 90 stopni w stosunku do reszty tworzy dźwigienkę. Co więcej nic się nie wygina i nie wygląda żeby miało pękać. Jeśli pęknie to sprostuję a tymczasem mam małe kluczyki.

O butach do biegania

buty

Ostatnio czytałem, że panuje moda na bieganie. Takie rekreacyjne tuptanie po parku rano i wieczorem to sama przyjemność, piszę tak bo sam biegam od 2012 roku z małymi przerwami i cieszę się każdą nową zwerbowaną osobą do tego rodzaju aktywności. Musicie jednak wiedzieć, że społeczeństwo dzieli się nie tylko na Polskę A i B istnieje też spór w środowisku dreptających.

Są dwie szkoły biegania, chodzi o to że część biegaczy kupuje obuwie amortyzujące każdą nierówność i wypukłość terenu a (jeszcze) stosunkowo mała grupka uznaje każdy wyczuwalny kamyk pod stopą za błogosławieństwo. Pierwsi wychodzą z założenia, że najzdrowsze i najlepsze bieganie to takie gdy możemy odbijając się od asfaltu jak mała piłeczka skoczyć albo nadepnąć na dwie nierówne płytki chodnika nie odczuwając tego. Drudzy uważają, że w bieganiu chodzi o to żeby poczuć nierówność terenu i żeby stopa sama pracowała nad amortyzacją. Ideałem dla nich jest bieganie boso po trawie. Jedni i drudzy argumentują wybór kwestią zdrowia, pierwsi chronią stopę przed nadmiernym obciążeniem a minimaliści wierzą, że stopa dobrze działała przez tysiące lat i nie ma sensu jej w niczym wyręczać. Miłośnicy obuwia minimalistycznego podkreślają, że każdy trening w takim obuwiu wzmacnia stopę i uruchamia do działania nieużywane wcześniej partie mięśni.

W tym miejscu muszę was uświadomić, że to prawdziwy pat. Znajdziemy badania, które potwierdzą jedną i drugą filozofię biegania. W końcu maksymalizm w obuwiu biegowym istnieje od wielu lat i ma się bardzo dobrze a bieganie w butach z podeszwą grubości plasterka szynki jest rzadziej spotykane. Co gorsza często blogi i wpisy o butach minimalistycznych przesiąknięte są jakąś wiarą ocierającą się o coaching.

Bieganie w obuwiu minimalistycznym przeżywa rozkwit i oferta powiększa się o kolejne coraz bardziej wymyślne modele. Widziałem też w zakamarkach internetu, że jakiś producent posunął się o krok dalej i zaczął sprzedawać skarpety pokryte kevlarem. Złośliwi mogliby zapytać dlaczego w ogóle minimaliści chcą używać obuwia ale odpowiedź nie powinna dziwić – cienka podeszwa to ochrona przed szkłem i innymi ostrymi krawędziami na które można trafić biegając po mieście.

Nie da się ukryć, że trzeba wybrać rozsądnie własną ścieżkę biegacza. Co prawda umrzeć od biegania w butach maksymalistycznych i minimalistycznych jest trudno ale kontuzja jest już osiągalna. Kontuzje często się leczy bardzo długo a solidny ból mięśni czy palca potrafi skutecznie zrazić nawet zapalonego biegacza. Zakładając tuptanie częstsze niż dwa razy w tygodniu i tak trzeba założyć, że podczas naszej kariery biegowej skręcimy sobie kostkę albo zedrzemy paznokieć. Ale można ryzyko takich nieprzyjemnych zdarzeń próbować ograniczyć albo nawet wyeliminować przez dobranie odpowiedniego buta.

Wiem, że wydaje się to nieprawdopodobne ale naprawdę od obuwia zależy bardzo wiele – zły but i jesteśmy uziemieni a cały entuzjazm skończy się na obtarciach. Jeśli chcesz zacząć biegać albo biegałeś wcześniej w trampkach dam ci dobrą radę. Nie spiesz się z decyzją, każdy powinien to przemyśleć co najmniej trzy razy. Trzy razy bo nawet jeśli podoba nam się idea biegania „prawie boso” to trzeba wziąć pod uwagę, że buty z cienką podeszwą obciążają dramatycznie stawy. Jeśli masz nadwagę lepiej wypalić naddatek w butach dobrze amortyzowanych i dopiero wtedy próbować przygody z leciutkimi skarpetkowcami. Jeśli już biegasz i robisz nawet długie dystanse a planujesz przejście na buty minimalistyczne pamiętaj, że w takich butach zaczynasz od początku więc nie rzucaj się na głęboką wodę i zacznij od kilometra albo dwóch. W końcu jeśli nie jesteście pewni to wejdźcie pogadajcie z kimś na forum dla biegaczy a najlepiej wybierzcie się na spacer do ortopedy.