blog

Kreatywność, zabij ją. Pułapka wymyślania.

Każdy może wpaść w pułapkę, nie każdy umie z niej wyjść. Ja próbuję odkąd zorientowałem się, że popełniam nadzwyczaj często jeden błąd. Muszę pilnować się z wymyślaniem i kreatywnością. Nauczyłem się niedawno, że gotowe rozwiązania są czasami są lepsze od tych wykonanych własnoręcznie i wymyślonych. O ile kreatywność jest doskonałą odskocznią o tyle czasami może stać się przekleństwem.

Uszyć plecak? Żaden problem!

Było tak gdy wymyśliłem sobie, że uszyję plecak. Uszyłem, korzyść jaką osiągnąłem to nauka obsługi maszyny i okropny niewymiarowy plecak. Koszt jaki poniosłem to siedemdziesiąt złotych, kilka wykrzywionych na maszynie igieł i masa straconego czasu. Czy było warto? No tylko jeśli potraktujemy to jako naukę i rozrywkę.

kreatywność nie popłaca, tak wygląda mój plecak
Tak wyglądał własnoręcznie uszyty plecak. Kreatywność w czystej formie.
Pasek do zegarka? Nic trudnego.

Było tak gdy wymyśliłem sobie, że uszyję pasek do zegarka. Uszyłem, był krzywy i obrzydliwy, straciłem przy nim jeszcze więcej czasu niż z plecakiem. Okazało się, że zrobienie dobrego wykroju i przeszycie go równo nitką nie jest takie proste bez specjalnej maszyny. Czy było warto? Absolutnie nie. Mogłem kupić pasek za dwadzieścia złotych i zapomnieć o temacie, zamiast tego poświęciłem kilka wieczorów na czytanie o technologii produkcji pasków i próbach jego stworzenia.

Ja kontra drzwi, historia prawdziwa.

Było tak gdy próbowałem udoskonalić sobie drzwi. Udoskonaliłem. Ale tu pozwolicie, że rozwinę trochę temat ponieważ sytuacja doskonale obrazuje jakim problemem była moja kreatywność i nieszablonowe podejście do praktycznie każdego tematu. Otóż moje stare drzwi były PRL-owską konstrukcją z dykty i papieru. Aby zaoszczędzić na materiałach jeszcze bardziej były nie tylko puste w środku ale również posiadały dziurę, w którą wsadzono szybkę z wzorkiem. Klasyczne drzwi z połowy lat 70. Konstrukcja miała pewne wady, z tych mniej oczywistych chociażby taką że szyba podczas pracy pralki wpadała w wibracje i bębniła. Z tych bardziej oczywistych absolutny brak prywatności.

W końcu czara goryczy przelała się, szyba poszła na śmietnik a ja udałem się do sklepu budowlanego. Wyposażony w plecówkę postanowiłem stworzyć ramę która będzie idealnie pasować w puste miejsce. Cały dzień poświęciłem na tworzenie wypełnienia drzwi. Udało się ale tylko częściowo, po włożeniu powstały milimetrowe szparki pomiędzy wypełnieniem a drzwiami. Niedoróbka wynikała z jakości PRL-owskich drzwi, które nie trzymały wymiarów. Uzupełniłem szpary szpachlą i pobiegłem do sklepu po farbę, żeby wszystko pomalować i cieszyć się pełnymi drzwiami. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że szpachla po jakimś czasie zaczęła wypadać a koszt zakupu farby i desek nie był mały. Obdrapane, z popękaną szpachlą, drzwi tkwiły szpecąc mieszkanie. Z letargu wyrwał mnie domownik. Udało się kupić nowe drzwi za sto złotych, też tekturowe ale estetyczne. Po tej długiej batalii, której efektem były drzwi nadające charakteru meliny odetchnąłem z ulgą. Czy było warto robić to wszystko? Oj nie.

Kreatywność to same porażki?

Nieudane projekty mogę wyliczać jeszcze długo. Jednak nie należy zapominać o tym co mi się udało. Jednym z drobniejszych ale bardziej przyjemnych był projekt zminimalizowanych kluczy, których używam po dziś dzień. Przerobiłem też sobie buty do biegania, co prawda w tym roku wyzionęły ducha ale dzielnie służyły długi czas.

Konkluzja jest bardziej niż oczywista, lecz musiałem do niej długo dojrzewać. Czasami zwyczajnie lepiej skorzystać z gotowych rozwiązań i nie wymyślać koła na nowo (czasami to słowo klucz!). Nawet jeśli jest to interesujące i ciekawe to zwyczajnie szkoda czasu.